fbpx

“Solidarni z Białorusią” na PGE Narodowym

by Aleksandra

Szczególna atmosfera panowała na PGE Narodowym podczas koncertu “Solidarni z Białorusią” – wzniosła, poważna, ale na szczęście pozbawiona patetyczności czy sztucznej podniosłości. Wystąpiły gwiazdy z Polski i Białorusi, a wieczór na długo zapamięta premier Mateusz Morawiecki, który został wygwizdany.

Niech żyje Białoruś

Wieczór zaczął się od zgrzytu i bynajmniej nie chodzi o występ Chłopców z Placu Broni, którzy z Maciejem Czerneckim za mikrofonem przypomnieli kultowe “Kocham wolność”, śpiewając nawet fragment w języku białoruskim. Zaraz po nich pełniący rolę konferansjera Krzysztof Ibisz zapowiedział wystąpienie premiera Mateusza Morawieckiego.

Przemówienie Mateusza Morawickiego: klik!

“Wiara, siła, męstwo – to nasze zwycięstwo!”

Na koncercie wystąpiło mnóstwo wykonawców reprezentujących kilka pokoleń, w tym gwiazdy z Białorusi – Dzmitryj Wajciuszkiewicz przypomniał w swoim języku “Mury”, hymn Jacka Kaczmarskiego, jednoznacznie kojarzony z polskim podziemiem antykomunistycznym, napisany do melodii katalońskiej piosenki “L’Estaca”. Zagrały też rockowe grupy Nizkiz (“Niebiazpieczna”) i Petlia Pristrastija (“Gruz”), a Lawon Wolski przypomniał “Try čarapachi” (“Trzy żółwie”), wielki przebój jego zespołu N.R.M.

Zwięźle i na temat

Nie zabrakło weteranów polskiego rocka. Grzegorz Markowski i Dariusz Kozakiewicz z Perfectu przypomnieli “Chcemy być sobą”, a “Krzysztof Cugowski “Pieśń niepokorną” Budki Suflera. Na ich tle zapomniany nieco zespół Mr. Zoom ze swoim “Mój jest ten kawałek podłogi” wypadł dość niepoważnie, chociaż żartobliwy tekst z lat 80. też miał swoje społeczno-polityczne uzasadnienie.

Na koniec raz jeszcze runęły “Mury” – tym razem dzięki hipnotycznej, rockowej wersji Tomasza Organka, do przesłuchania pod linkiem. Było i do pieca, i z wyczuciem.

źródło: Onet.kultura.pl/Paweł Piotrowicz

zdjęcia: Krystian Dopbuszyński

You may also like

Leave a Comment